Rozterki rodzica..

Rozterki rodzica..

Dojrzewałem do poruszenia tego tematu bardzo długo, kilka lat, właściwie odkąd zajmuję się pracą indywidualną z graczami na różnych szczeblach koszykarskiej czasem przygody, czasem kariery.

Ciągle jednak powstrzymywałem się, myśląc że nic to nie zmieni, że wokół mojej osoby, moich treningów jest wystarczająco dużo delikatnie mówiąc nieprzychylności szczególnie ze strony trenerów, więc lepiej nie będzie, a być może gorzej. I nie chodzi mi tu o gorzej dla mnie, na to mam dość sporą odporność – chodzi mi o pogorszenie sytuacji graczy którzy poważnie traktując koszykówkę, mają świadomość że bez ogromu pracy indywidualnej ciężko wybić się ponad koszykarską przeciętność.

Pogorszenie sytuacji tzn. zabranianie, lub przynajmniej odradzanie trenowania czy korzystania z innych form poza klubowego rozwoju koszykarskiego, oczernianie, podważanie autorytetu innych trenerów, niestety bardzo często zabieranie minut gry.

Dlaczego jednak zdecydowałem się na włożenie kija w mrowisko? Impulsem był mail, otrzymany od jednego z Rodziców Graczy. Pisze rodzic bardzo zdolnego gracza, mówię to z pełną świadomością.

Gracza z niebywałym talentem, ale przede wszystkim z niespotykaną etyką pracy, z wielkimi marzeniami ale świadomego długiej drogi, na którą wkroczył.

Nie próbujcie zgadywać kto to, większość osób które trenuje, pracuje ze mną w tajemnicy (SIC!!!!)

Oto mail:

Kacper, jak to jest, powiedz?

Czy my dobrze robimy szukając rozwiązań na własną rękę, traktując X jako dziecko dobrze rokujące, czy może on jest dobry, ale bez szału, a nam się wydaje inaczej (no bo to nasze dziecko jest), bo jakby nikt z tych osób, które są najbardziej odpowiedzialne za jego rozwój nie pochyla się szczególnie nad nim.

Ja chyba żyję w innym wymiarze oczekiwań.

Dlaczego nikt nie dba o jego dietę lub chociaż o tym nie mówi?

Dlaczego nie bada się ich, np żeby sprawdzić czy jeszcze urośnie czy nie, albo w jakim stanie są ich stawy, podatność na kontuzje, budowa mięśni, czy chociażby czy w ich organizmach nie występują niedobory witamin albo innych mikroelementów?

Nie wspomnę już o pracy nad „głową”… Przecież są w najgorszym okresie, najtrudniejszym, kiedy najpierw robią, potem myślą, ulegają wpływom. Czy można liczyć na ich mądrość? Nie, wiadomo, że nie.

Tak właściwie to jest tak, że albo

1) zostawiasz wszystko w rękach trenera prowadzącego drużynę i niech się dzieje, co chce

albo

2) działasz na własną rękę i narażasz się na ogólny brak akceptacji, bo mądrych w gębie nie brakuje.

Jeśli trenujecie w klubie gdzie dbają o wyżej wymienione kwestie, to proszę napiszcie gdzie jest taki klub.

Cała sytuacja jest dość zwięźle opisana, ale sprawa nie jest błaha. Mówimy o naprawdę wybitnym graczu.

Zwróćcie uwagę że zatroskany Rodzic, a nie jest to przypadek przesadnej troskliwości, zastanawia się czy dobrze robi szukając rozwiązań na własną rękę. Nie dlatego że nie przynoszą one rozwoju, wręcz przeciwnie. Zastanawia się dlatego, że z niemalże z każdej strony słyszy powątpiewanie, umniejszanie umiejętnościom swojego dziecka, i co gorsza to nie jest odosobniony przypadek. Jest więcej tych, którzy chcąc dodatkowo pracować nad swoimi umiejętnościami, słyszą pogardliwe „te gwiazda”, „nie kombinuj”, „naoglądałeś się”, „to nie NBA” lub „bo się przetrenujesz”. I to słyszą od swoich trenerów.

Znam dziesiątki przypadków, graczy którzy odnosili niemałe sukcesy w koszykówce młodzieżowej, po czym osiadali na laurach i teraz uprawiają koszykówkę jedynie amatorsko, jeśli w ogóle.

Wydaje mi się, ba, jestem pewien, że posłuchali swoich trenerów.

Nie zrozumcie mnie proszę źle. Wiem jak wygląda praca w klubie, ponad 2lata pracowałem takim systemem. Nie chodzi mi o wieszanie psów na trenerach klubowych. Wiem, że nie jest im łatwo, że na wszystko brakuje czasu, ludzi, i niestety co ma największy wpływ finansów. Jednak to nie znaczy że muszą utrudniać rozwój komuś, kto chce osiągnąć coś więcej.

Chodzi mi o zwrócenie uwagi, że jeśli chcesz być zawodowym koszykarzem, to MUSISZ pracować indywidualnie. Mam na myśli nie tylko indywidualny trening koszykarski! Chodzi mi o przygotowanie ogólnorozwojowe, pracę na siłowni, odżywianie, regularne badania, odnowę biologiczną (nie, wejście raz w tygodniu do jacuzzi nie wystarczy), oglądanie, analizowanie swoich meczów. To wszystko musi być Twoim stylem życia, wszystkie Twoje zajęcia, cały Twój czas musi być podporządkowany pod cel nadrzędny. Oczywiście intensywność całego zaangażowania, musi być adekwatna do wieku zawodnika, jeśli jednak traktujesz poważnie swoje marzenia o byciu zawodowcem i masz powiedzmy 15lat to pora by być „all in”.

Jest kilku takich Rodziców młodych zawodników Polsce, którzy tak bardzo poświęcają się dla marzeń swoich pociech, że organizują właściwie każde z powyższych aktywności z innym trenerem. I ma to sens, bo każdy z nich jest specjalistą w swojej dziedzinie. Optymalnym modelem takiej pracy z młodym (I NIE TYLKO MŁODYM!!!!!) sportowcem jest gdy każde z zajęć są konsultowane z trenerem prowadzącym. Problem pojawia się gdy trener prowadzący (zwykle trener klubowy) totalnie zamyka się na jakąkolwiek POMOC (tak, trenerze to pomoc, a nie chęć podważenia autorytetu)z zewnątrz.

Oczywistym jest fakt, że podczas treningu z 12osobami ciężko jest dostrzec wszystko, poświęcić czas na zwrócenie uwagi, a przy okazji zrobić to tak żeby jeszcze drużyna wygrywała, bo przecież tego wymagają w klubie, wymagają rodzice, po to trenują młodzi ludzie. Dlatego tak ważna jest praca indywidualna by poświecić czas, i dostosować metody (tak! to my trenerzy powinniśmy dostosować metody!!!!!!!!) aby młody człowiek posiadł umiejętności techniczne, nauczył się etyki pracy, zrozumiał że porażka nie jest niczym złym, że nie udane próby uczą, i …..mógłbym tak wymieniać chyba bez końca.

Reasumując apel do Trenerów: otwórzmy się proszę na współpracę między sobą!

Mamy uczyć, wychowywać, dawać przykład. Rywalizować mają EFEKTY naszej pracy, a nie my między sobą. Dodawajmy otuchy marzeniom naszych podopiecznych, a nie depczmy je!

apel do Rodziców: pomagajcie proszę organizacyjnie swoim Pociechom, ale i Trenerom!

rada dla Graczy: ciężka praca zaczyna się tam gdzie kończy się to co robią wszyscy.

WYMAGAJ NAJPIERW OD SIEBIE! To że nie masz pieniędzy to słaba wymówka.

W internecie znajdziesz wiele wskazówek, wystarczy poświęcić czas.

Oczywiście dużo łatwiej trenować pod okiem zaangażowanego Trainer’a, ale od czegoś trzeba zacząć.

Nie, nie chodzi mi o to by trenować jedynie ze mną, polecam serdecznie treningi z np. Nothing by Net, z Get Better , i uwierzcie na słowo nie zapłacili mi żebym to napisał. Ba, i jedni i drudzy są teoretycznie moją konkurencją, jednak wiem, że w Polsce musi nastąpić rewolucja w myśleniu o trenowaniu w sporcie zespołowym. Powtórzę: jeśli trenujesz w klubie, a poważnie podchodzisz do swoich marzeń o zawodowym graniu w koszykówkę, to trenowanie w klubie powinno być JEDNYM z elementów Twojej pracy nad sobą, nie jedynym. Trenując jedynie w klubie hamujesz rozwój swojego potencjału.

jako bonus kilka wskazówek dla Trenerów*, które sam staram wcielać w życie

(z różnym skutkiem 😉 ):

1. gotowość przyznania się do błędu

2. umiejętność przyznania „nie wiem – muszę się dowiedzieć”

3. zachęcanie do współpracy z innymi specjalistami

4. określenie jasnych zasad współpracy (zawodnicy muszą się dostosować)

5. Dostosowanie metod do zawodników (trener musi się dostosować)

6. budowanie relacji na linii trener- gracz – rodzic, nacechowanych szacunkiem, a nie strachem

7. chęć, wręcz głód rozwoju, szukania nowych rozwiązań.

8. unikanie obrażania swoich zawodników, unikanie używania wulgaryzmów do młodzieży.

9. zachęcanie do jeżdżenia na inne, poza klubowe obozy

10. Szanowanie innych metod pracy, wizji rozwoju

* rada dla Graczy, Rodziców: jeśli Twojemu Trenerowi obce są ww zachowania, polecam uzbroić się z cierpliwość, dystans, oraz szukanie alternatywnych form rozwoju.